Legendy o Kamieniu św. Wojciecha (Diabelski Kamień) w Leosi

Legendy o Kamieniu św. Wojciecha w Leosi.

Wiele podań ludowych nawiązuje do głazów. W naszych okolicach olbrzymi głaz narzutowy znajduje się w Leosi koło Gródka. Wiąże się z nim kilka legend.

Pierwsza mówi o tym, że to diabeł przyczynił się do pojawienia się ogromnego kamienia w Leosi. Szatan był zły na ludzi mieszkających w okolicy za ich pobożność i uczciwość, dlatego przyciągnął z dalekich stron wielki głaz, który zamierzał wrzucić do rzeki Wdy, aby woda wylała i zniszczyła chłopskie pola. Kiedy wraz z kamieniem znajdował się w pobliżu rzeki, trzykrotnie zapiał kur, co oznaczało, że wstaje świt i kończy się diabelska moc. Diabeł złorzecząc rzucił kamień, który spadł w pobliżu lasu i po dziś dzień leży na tym samym miejscu. Widoczne są na nim ślady łańcuchu, którym go diabeł opasał, aby dowlec do upatrzonego miejsca. Inna wersja mówi o dwóch młynarzach mieszkających nad Wdą. A było to za czasów książąt pomorskich. Jeden młyn stał powyżej utworzonego przez rzekę zakola, drugi zaś poniżej. Jeden młynarz był bezbożnikiem, natomiast drugi był niezwykle uczciwym i wierzącym człowiekiem, który ciężką pracą doszedł do bogactwa. Zamożność sąsiada wzbudzała nienawiść bezbożnika, postanowił wiec zemścić się. W tym celu zawarł pakt z diabłem. Obiecał oddać mu duszę pod warunkiem, że diabeł wykona zaporę na rzece poniżej jego młyna, by bieg rzeki skierować w inną stronę. Wraz z nastaniem nocy diabeł wziął ogromny głaz, który zamierzał wykorzystać do utworzenia tamy. Gdy już był bliski celu, zapiął pierwszy kur, zwiastujący kres jego mocy. Diabeł musiał zniknąć, zatem porzucił głaz tam, gdzie się znajdował. Kamień upadł pomiędzy rosnące w lesie drzewa.

Dzięki powyższym legendom głaz nazywany jest „Diabelskim Kamieniem”.

Kolejna legenda nawiązuje do czasów pogańskich, kiedy to na kamieniu kapłani składali swym Bożkom ofiary ze zwierząt, a niekiedy i ludzi. Wspomnienie tych krwawych ofiar napełniało lękiem okolicznych mieszkańców, którzy poczęli omijać ów kamień. Sytuacja zmieniła się, kiedy pod Leosią zatrzymał się Wojciech (późniejszy święty) zmierzający do Prus. Zapowiedział tubylcom, że na ich „świętym: kamieniu odprawi mszę. Poganie struchleli z przerażenia, spodziewając się, że ich bogowie pomszczą „profanację” czczonego miejsca. Wojciech namaścił kamień olejami, poświęcił, by wypędzić z niego złe duchy, odprawił na nim mszę świętą, a następnie wygłosił kazanie do zgromadzonych ludzi. Po tym wydarzeniu poganie uznali niemoc swych bogów i pozwolili się ochrzcić. Legenda ta przyczyniła się do powstania drugiej wersji nazwy głazu – Kamień św. Wojciecha. Warto dodać, że w 2001 roku znany polski fotograf związany z grupą artystyczną „Łódź Kaliska”, Andrzej Świetlik, zorganizował w Leosi sesję zdjęciową z udziałem okolicznej społeczności w roli statystów. Inscenizacja przedstawiała, św. Wojciecha nauczającego Słowian. Jedno ze zdjęć zostało umieszczone w polskiej edycji „National Geographic” w numerze 5/2002 roku. 8 stop wysoki i 28 w obwodzie. / Elżbieta Brózdowska/